Nie wychodzę z domu, więc pole do popisu mam niewielkie... Czas spędzam na oglądaniu "Przyjaciół", różnych innych filmów, grzebaniu w Internecie oraz czytaniu książek. To ostatnie akurat najmniej, z czego jestem niepocieszona.
Dzisiaj stan nudy osiągnął poziom krytyczny i zaczęłam dobierać się do szafy, do której nie cierpię zaglądać, bo jest w niej wszystko. Przeglądnęłam bibeloty, posegregowałam i wyszło mi, że do tej pory trzymałam tam pełną reklamówkę niepotrzebnych rzeczy.
Pouśmiechałam się, posmutałam, bo natrafiłam na pamiątki, listy, bilety i inne pierdoły... Zrobiło się refleksyjnie, melancholijnie i sentymentalnie. Wpadłam w stan, który lubię czuć od czasu do czasu, bo pozwala na taki lekki reset siebie. Ucieka się wtedy z teraźniejszego świata w przeszłość i to ona w tym momencie nami rządzi. Jest najważniejsza.
Naprawdę miłe uczucie.