Przytłacza mnie nasz świat... Wychodzisz z domu i możesz już nie wrócić. Nie wiadomo co się z Tobą stanie, kogo spotkasz, kto Ci zrobi krzywdę. Idziesz i giniesz. Nie ma Cię.
A ludzie, którzy są Ci bliscy rozpaczają. Szukają i nie mogą znaleźć. Angażują w to wszystkich, którzy choć trochę mogą pomóc. Policja, detektyw, jasnowidz, wróżka, znajomi, obcy ludzie. Rozwieszanie plakatów, programy w telewizji.
I szydercze zdanie innych - na pewno już nie żyje. Nie odnajdzie się.
Jednak nadzieja jest zawsze. Nieważne czy nie ma kogoś tydzień, miesiąc, rok, 10, 15, 30 lat. Choć rozum podpowiada - może już nie wrócić, możemy się już nie spotkać, nigdy nie porozmawiamy - serce dalej wierzy i czeka. Choćby na drobny, najdrobniejszy ślad.
Ile takich historii napisało życie? O ilu Ty usłyszałeś? Być może za ścianą Twego domu rozegrała się podobna tragedia...
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nic nie da się zrobić. Nie ukrywajmy - szanse na odnalezienie zaginionej osoby są nikłe... Ile jest szczęśliwych zakończeń, a ile rozpaczy? Tak naprawdę wiele z tych historii nie kończy się nigdy..
Kiedyś oglądałam w telewizji program. Kobieta mówiła o swojej zaginionej córce.
Powiedziała, że wolałaby wiedzieć, że córka nie żyje, niż trwać w takiej niepewności, ciągle się zastanawiać co się z nią dzieje, jak ją traktują. ile córka czuje bólu, jak bardzo jest krzywdzona...
Wtedy nie zrozumiałam tych słów - jak można życzyć komuś śmierci? Dziś już wiem o co chodzi.
I czuję tak samo...