Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepokój. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lutego 2012

54. Chwile...

Autobus nocny. 3:20. Jedziemy.
Siedzi facet, rozmawia przez telefon.

Chłopak do telefonu: Aaa noo wracam do domu. Sam, sam.
Ja w przestrzeń: Nie udało się nikogo wyrwać?

Śmiech.

I tak przez całą rozmowę chłopaka :) Nie zorientował się.

***

Pora obiadowa, robię sobie tosty. Dwa tosty. Podkreślam: dwa.

Tata: Nie jedz tyle, no córka nie przesadzaj!
Mama: Jedz, jedz! - do taty - zjadła dzisiaj tylko łyżkę obiadu!
Tata: Łyżkę? A drewnianą czy metalową?

:D

Tosty były smaczne :)

***

Była u mnie koleżanka. 1,5 godziny wystarczyło, aby stwierdziła, że mam w domu wesoło. Ano mam, czasem, jak humory nam się zgrają :) Śmiech to zdrowie, dobrze, że znów potrafię to robić...

***

Co do sytuacji z poprzedniej notki... Sytuacja wydaje się błaha, bo praktycznie nic o niej nie napisałam... W rzeczywistości, niestety, nie jest tak kolorowo.
Zrobiłam co mogłam. Jak najbardziej neutralnie, czy raczej tak, aby przyniosło jak najmniej złego. Teraz czekam. Najgorsza jest niepewność...

czwartek, 22 września 2011

29. Zupa

Dawno mnie nie było... Nie odpowiedziałam na ostatnie komentarze, a zawsze odpowiadałam. Hmm... chyba nic nowego nie miałabym do powiedzenia, wszystko zawarłam w notce, więc stwierdziłam, że powtarzać się nie będę. Jestem jakaś smutna... Może nie na zewnątrz, ale w środku coś jest nie tak. Opanowała mnie melancholia i jeszcze coś... nie wiem co... coś nieuchwytnego... Jem rosół. Wiecie, że uwielbiam rosół? Cały talerz makaronu, trochę wody, trzy kawałki marchewki. Dużo maggi i pieprzu. Zjadam pierwszą łyżkę i kaszlę. Ostre. Parzę język kolejnymi kęsami. Choć czy można "kęsać" zupę? Nie ma takiego słowa, wiem. Często dorabiam sobie nowe, jeśli podoba mi się ich brzmienie. Jutro pewnie o nim zapomnę, ale dziś... dziś jest jego czas. Kolejny kęs. Mmm... pycha. Gorące.  Ciekawe... ciekawe czy zajrzy tu ktoś i przeczyta ten beznadziejny wpis? Oby nie. Jutro może go już nie być i zapewne zniknie. Ale to jutro. Dziś piszę. Bo tak. Kiedyś zastanawiałam się czy podać adres internetowemu koledze. Stchórzyłam. Potem okazało się, że dobrze zrobiłam. Żałowałabym. Dziś między nami dobrze, ale tamta zażyłość już nie wróci. Nie otworzę się przed nim, bo tkwi we mnie ta zadra. Czy on o tym wie? Mam nadzieję, że tak. Nie chcę, by robił sobie zbyteczne nadzieje co do naszej relacji. Bywa. Bolą mnie stopy. Buty mnie pokonały. Kolejny raz. To się nigdy nie skończy. Cóż pozostało? Chyba nic... Od kilku dni nie ma słońca. Nie widzę go na niebie. Tęsknię. Jeśli tak można nazwać to uczucie... Nie chcę żaru. Chcę tylko widzieć, że gdzieś ono jest, że patrzy na mnie i dotyka swymi promieniami. Teraz czuję się jak w kapsule. Jakby ziemię otoczyła... plandeka. Mhmm... otoczka, która nie przepuszcza nic. Nic. Zjadłam zupę. Na koniec chciałabym zamieścić coś radosnego, miłego lub mądrego... ale mi nie wychodzi... Bywajcie.

poniedziałek, 4 lipca 2011

6. Niepokój

Zimno otula me ciało mgiełką czegoś odpychającego.
Od kilku dni ciągle pada deszcz.
Pada i pada.
Niebo zasnute złowrogimi chmurami bez przerwy wysyła groźne sygnały.
Czuję niepokój.

 ~~~

Jutro postaram się uśmiechać.