Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szybko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szybko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lutego 2012

54. Chwile...

Autobus nocny. 3:20. Jedziemy.
Siedzi facet, rozmawia przez telefon.

Chłopak do telefonu: Aaa noo wracam do domu. Sam, sam.
Ja w przestrzeń: Nie udało się nikogo wyrwać?

Śmiech.

I tak przez całą rozmowę chłopaka :) Nie zorientował się.

***

Pora obiadowa, robię sobie tosty. Dwa tosty. Podkreślam: dwa.

Tata: Nie jedz tyle, no córka nie przesadzaj!
Mama: Jedz, jedz! - do taty - zjadła dzisiaj tylko łyżkę obiadu!
Tata: Łyżkę? A drewnianą czy metalową?

:D

Tosty były smaczne :)

***

Była u mnie koleżanka. 1,5 godziny wystarczyło, aby stwierdziła, że mam w domu wesoło. Ano mam, czasem, jak humory nam się zgrają :) Śmiech to zdrowie, dobrze, że znów potrafię to robić...

***

Co do sytuacji z poprzedniej notki... Sytuacja wydaje się błaha, bo praktycznie nic o niej nie napisałam... W rzeczywistości, niestety, nie jest tak kolorowo.
Zrobiłam co mogłam. Jak najbardziej neutralnie, czy raczej tak, aby przyniosło jak najmniej złego. Teraz czekam. Najgorsza jest niepewność...

niedziela, 15 stycznia 2012

48. Tracę serce do pisania

Co dokładnie można sobie obejrzeć przeglądając posty z ostatnich kilku miesięcy.

Odkąd pamiętam uwielbiałam pisać. Zawsze przychodziło mi to dosyć łatwo. Wypracowania do szkoły strzelałam raz dwa, dzień przed ostatecznym terminem oddania pracy domowej. Tymczasem obecnie czuję się, jakbym swoją bezsensowną pisaniną kalała nasz piękny język. Nie mam czasu, chęci, serca do publikowania tego, co warte spisania. Choć w głowie wiele pomysłów i myśli, które z pewnością dobrze zadomowiłyby się tutaj - poddaję się i zostawiam je dla siebie. A przecież taki był cel założenia tego bloga... Chciałam się dzielić tym, co we mnie, tym, co wartościowe i ważne. W chwili obecnej wygląda to, jak wygląda - czyli nieciekawie. A przecież jeśli się chce, da się znaleźć tę odrobinę czasu, by się temu poświęcić...

Cóż, spadł śnieg, więc chwilowo zapadam w sen zimowy. Mam nadzieję, że wraz z jego odejściem, wróci do mnie chęć do pisania. Tymczasem postaram się dać z siebie, ile się da.


Trzymajcie się ciepło!

piątek, 6 stycznia 2012

47. Po powrocie...

... ze świątecznej laby wpadłam w ramiona studenckiego, ciężkiego żywota. Jak dobrze, że dziś wolne...
Znów muszę uczyć się wstawać o poranku, zajmować tysiącem ważnych spraw, wkuwać do potęgi n-tej i myśleć co będzie, jak polegnę. Męczy mnie to przeokropnie, zwłaszcza, że zakosztowałam tyle czasu wolnego, kiedy nie musiałam się z niczym spieszyć, nic mnie nie ponaglało na siłę... Teraz znów muszę się przestawić w poprzedni tryb. Niestety obawiam się, że nie będzie łatwo... Najgorzej idzie mi z porannym wstawaniem, wszakże sen wprost uwielbiam - a niestety znów przyszło mi spać po 4-5 godzin. Dla mnie to stanowczo za mało... Tak samo jest z siedzeniem po 10 h na uczelni - koszmar, mówię Wam. Po sześciu godzinach nie jestem w stanie myśleć, a przede mną perspektywa kolejnych czterech... Ciężko będzie się przestawić...
Nie ma dziś weny, a chciałam opublikować coś innego... Niestety póki co musicie zadowolić się tym nędznym kawałkiem. Mam nadzieję, że wkrótce wróci mi chęć do pisania i wymodzę coś ciekawego :)
Tymczasem pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

poniedziałek, 2 stycznia 2012

46. Projekt na studia

15 minut temu skończyłam projekt. Jestem totalnie wypompowana. Bolą mnie oczy od ciągłego wgapiania się w monitor, bolą plecy, mimo że krzesło wygodne, boli głowa od nadmiaru nowych informacji. Czy mówiłam kiedyś, że nie znoszę informatyki i związanych z tym rzeczy? Jeśli nie, to mówię właśnie teraz. Szalenie nie przepadam za pracą przy komputerze... Owszem, może i jest to wygodne, ale gdybym musiała tak codziennie, chyba bym oszalała...

~~~

Wiecie, mam dylemat. Znalazłam kilka notatek sprzed paru miesięcy i zastanawiam się czy jest sens w publikowaniu ich? Co o tym sądzicie?

piątek, 30 grudnia 2011

44. Koniec roku 2011

Szybkimi krokami nadchodzi ostatnia godzina 2011 roku. Już niedługo wkroczymy w nowy 2012... Co ja na to? Nic. Ani mnie to ziębi, ani grzeje... 2011 zapamiętam jako najgorszy rok w moim życiu, ewentualnie jako prawie najgorszy. Mimo to wcale nie cieszę się z nadejścia nowego. Nie wierzę aby zmiana z "1" na "2" wprowadziła jakiekolwiek zmiany w moim życiu. Od tego jestem ja.
Nie mam się z czego cieszyć, więc Sylwestra postanowiłam spędzić w domu. Nie mam chęci na zabawę czy inne szaleństwa. Chciałabym usnąć i odpłynąć stąd na wieki... Zabrzmiało patetycznie i bardzo marudnie, ale niech już tak zostanie. Za to Wam życzę szampańskiej zabawy, spełnienia noworocznych postanowień i wszystkiego dobrego.
Do poczytania wkrótce.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

40. Dla Ciebie

Miłość przywdziewa różne oblicza. Nie ma tu czasu na matematyką, 2+2 nie musi równać się cztery... Czasem to 5, czasem 3, czasem 200, czasem -120. Liczba nigdy się nie powtarza. Nie do zrozumienia, wiem. Miłości nie da się nauczyć, nieważne czy kochałeś/aś raz, dwa, czy czternaście razy. Jest nieuchwytna, w każdym przypadku inna. Nigdy nie gorsza... Nie można o niej zapomnieć, choćby nie wiem co. Dla niej nie istnieją słowa "nigdy", "nie chcę", "zawsze". I tak Cię dopadnie, czy tego chcesz, czy nie. Pamiętaj o tym.

Wiśnia, maj 2011

wtorek, 4 października 2011

32. Dzień drugi...

Zabijcie mnie, błagam. Nic nie umiem, nic nie pamiętam. Brutalne było to zderzenie z rzeczywistością...
Pamiętajcie, nie idźcie na kierunek ścisły, mając duszę iście humanistyczną.
Dziś pobudka o 7, w domu o 17. Zjadłam obiad, potem do łóżka odpocząć czytając, za 15 minut nauka. Tak, ja się uczę. U-c-z-ę!!! JA!!!
Zginę. Jak nic, zginę.  Na pocieszenie jutro pobudka o piątej ;-)

Dopisek:  Dziś uczyłam się od 20 do 23:30...

poniedziałek, 3 października 2011

31. Dzień pierwszy...

Na nogach od 7, o 21 w domu. Przerwa 16:00-16:45 (w domu). Reszta na uczelni. Och studia, studia, wymęczycie wy mnie...
Bez nerwów, spokojnie, śmiesznie, ciekawie, z uśmiechem na ustach. Spodziewałby się ktoś?
Jutro pobudka o 7.
Do-bra-noc, karaluchy pod poduchy :)
PS. Pierwszy raz idę spać tak wcześnie...

czwartek, 22 września 2011

29. Zupa

Dawno mnie nie było... Nie odpowiedziałam na ostatnie komentarze, a zawsze odpowiadałam. Hmm... chyba nic nowego nie miałabym do powiedzenia, wszystko zawarłam w notce, więc stwierdziłam, że powtarzać się nie będę. Jestem jakaś smutna... Może nie na zewnątrz, ale w środku coś jest nie tak. Opanowała mnie melancholia i jeszcze coś... nie wiem co... coś nieuchwytnego... Jem rosół. Wiecie, że uwielbiam rosół? Cały talerz makaronu, trochę wody, trzy kawałki marchewki. Dużo maggi i pieprzu. Zjadam pierwszą łyżkę i kaszlę. Ostre. Parzę język kolejnymi kęsami. Choć czy można "kęsać" zupę? Nie ma takiego słowa, wiem. Często dorabiam sobie nowe, jeśli podoba mi się ich brzmienie. Jutro pewnie o nim zapomnę, ale dziś... dziś jest jego czas. Kolejny kęs. Mmm... pycha. Gorące.  Ciekawe... ciekawe czy zajrzy tu ktoś i przeczyta ten beznadziejny wpis? Oby nie. Jutro może go już nie być i zapewne zniknie. Ale to jutro. Dziś piszę. Bo tak. Kiedyś zastanawiałam się czy podać adres internetowemu koledze. Stchórzyłam. Potem okazało się, że dobrze zrobiłam. Żałowałabym. Dziś między nami dobrze, ale tamta zażyłość już nie wróci. Nie otworzę się przed nim, bo tkwi we mnie ta zadra. Czy on o tym wie? Mam nadzieję, że tak. Nie chcę, by robił sobie zbyteczne nadzieje co do naszej relacji. Bywa. Bolą mnie stopy. Buty mnie pokonały. Kolejny raz. To się nigdy nie skończy. Cóż pozostało? Chyba nic... Od kilku dni nie ma słońca. Nie widzę go na niebie. Tęsknię. Jeśli tak można nazwać to uczucie... Nie chcę żaru. Chcę tylko widzieć, że gdzieś ono jest, że patrzy na mnie i dotyka swymi promieniami. Teraz czuję się jak w kapsule. Jakby ziemię otoczyła... plandeka. Mhmm... otoczka, która nie przepuszcza nic. Nic. Zjadłam zupę. Na koniec chciałabym zamieścić coś radosnego, miłego lub mądrego... ale mi nie wychodzi... Bywajcie.

środa, 7 września 2011

26. Czy ja jestem dziwna?

Pewien mężczyzna podobał mnie się bardzo. Nawet bardzo, bardzo. Lecz kiedy zobaczyłam, że posiada konto na fotce jego atrakcyjność... zmalała prawie do zera... Nie podoba mi się w nim już prawie nic. Ani oczy, które wcześniej były piękne, ani włosy, które wcześniej były ładne, ani uśmiech, który wcześniej był uroczy, ani wzrost, który wcześniej był cudny, ani postura, która wcześniej tak przyciągała, ani usta, które wcześniej były tak fascynujące... Nic... Nic, nic, nic... Nadal jest przystojny, ale już nie w TEN sposób...

Czy ze mną jest coś nie tak?

piątek, 26 sierpnia 2011

23. Dziwnie mi

Byłam tam, jestem tu.

Nie potrafię się przyzwyczaić, wrócić do starego rytmu.

Chcę żyć, czuć, chłonąć jak najwięcej.

Chcę być.



Spróbuję :)

czwartek, 7 lipca 2011

8. Zakupowe szaleństwo

... skończyło się na zakupieniu perfum (4 minuty wybierania), kredki do oczu (30 sek. wybierania) i eyelinera (cała minuta wybierania!) - to moje najekspresowsze zakupy (tak wiem, nie ma takiego słowa - znaczy... już jest).

Zabrałam się za oglądanie sitcomu, jakoś mnie naszło - i tak od prawie 4 godzin pękam ze śmiechu :) Gdybym mogła spędziłabym w ten sposób całą dzisiejszą noc! Porządna dawka lekko ironicznego humoru (za to jakże urokliwego) jest mi bardzo potrzebna; nastraja pozytywnie i daje nadzieję, że może są jeszcze tacy ludzie w rzeczywistości. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby spotkać "kopie" w życiu prawdziwym.
Tak, wiem, nic z tego bełkotu nie można zrozumieć.

Czytałam dziś książkę, miałam nadzieję, że to cokolwiek interesującego. Srogo się zawiodłam... Mniej więcej w pierwszej części odwróciłam na drugą stronę, obejrzałam tył okładki i co! I romans... Nie lubię romansów...
OCH, ACH, wyimaginowany kłopot, a potem wielka miłość uwieńczona ekstazą.
Bleee... Powinnam być facetem?

No to wracam, serial komediowy wzywa ;)